Stoję nad urwiskiem. Trzymam. Trzymam moje zdjęcie z moja drużyna. Grupa siódmą. Myślę. Co było, jest i co może być. Jeśli umrę, będzie lepiej, ale śmierć rzuci kurtynę smutku i żalu na moich przyjaciół. Konoha wioska, prawie rodzinna. Tylko krok dzieli mnie od ważnej decyzji. Umarłam. Umarłam w wspomnieniach moich bliskich.
Jestem Tia Okami a to kim jestem dowiecie sie wkrótce. Juz dość wycierpiałam w swoim życiu, i dość bolu przyniosłam znajomym. Moja grupa sie rozpada. Sasuke osoba z którą od dziecka rywalizowałam wyruszył za wielka siła, jaka mogła by zabić jego brata. Naruto kochany głupek mojej drużyny wyruszył z swoim mistrzem na kilkuletni trening poza wioską. Sakura osoba która zraniona została przez Sasuke nadal jest w Konoha, trenuje z Tsunade-sama. I ja osoba która kiedyś umiała z każdego zrobić wroga czy rywala.
Krok do tyłu. Nie. Zycie nauczyło mnie czegoś. Jeśli będę żyła przeszłością, moja przyszłość będzie bez znaczenia. Jeśli zaś, odżyje i zacznę żyć tym co jest. Bedzie lepiej. Łza spłynęła mi po policzku. Chciała bym to powiedzieć Sasuke. Powiedzieć, ze nie warto sie mścić. Zemsta nie przywróci mu rodziny, którą stracił. Odwróciłam sie i zrobiłam kilka kroków. Stanęłam. A co mi da jeśli będę żyła dalej? Wystarczy ze zeskoczę z kilkumetrowego urwiska. Stanę sie wspomnieniem. I tak jestem tylko kunoichi która nie ma celu i sensu życia. Zrezygnowałam z wielu ważnych decyzji które były by teraz najlepszym rozwiązaniem. Byłam. Byłam zawsze zamknięta w swoim świecie. Walka sprawiała mi przyjemność, ale kiedy widziałam ze ktoś nie żyje. Uciekałam. Jestem. Jestem, tylko shinobi która na dodatek mam zamiar uciec, na zawsze. Zamieszkać gdzieś w lesie, białym domku o czerwonych dachówkach, z ogrodem. Rodzina. Szczęśliwa. Lecz jest inaczej. Będę. Wspomnieniem. Jeśli teraz odwrócę sie i pobiegnę w przepaść. Stało się. Obróciłam sie, pobiegłam i.... skoczyłam. Wszystko działo sie tak szybko, kilka sekund. ''Nie!'', wrzasnęłam w myślach, ''To nie może sie tak skończyć!'' Otworzyłam oczy, załzawione oczy które miałam zamknięte. Wykonałam pieczęcie, moje ciało przeszyła siła chakra. Po chwili, stanęłam na nogach. Spojrzałam w gorę, tam gdzie przed chwilą podjęłam decyzje. Żyje. To jest ważne. Zauważyłam ze z góry spada jakiś świstek. Wylądował w rzece. Podeszłam do wody, zauważyłam zdjęcie który trzymała na urwisku. ''Musiałam je upuścić kiedy skoczyłam'', pomyślałam. Wzięłam kawałek papieru do ręki. Wtedy byliśmy jeszcze drużyną, najlepszą w swoim roczniku, teraz... Teraz tylko ludźmi których kiedyś łączyły jakieś misje albo jakaś tam przyjaźń. Odwróciłam zdjęcie. Zauważyłam tam nasze podpisy, rozmazane. Podpisaliśmy sie kiedy wróciliśmy z jakiejś tam ważnej misji dla Konohy. Westchnęłam. ''Trzeba isć do domu'', pomyślałam. Było już późno, dwudziesta druga juz wybiła.










